Byłam w Amsterdamie

Byłam, wiecie, w tym Amsterdamie, dłużej niż zazwyczaj na Targach – normalnie 1 dzień podróży, dwa targów i jeden na powrót. Tym razem udało mi się wynegocjować 3 dni na Targach i nie żałuję, w końcu udało mi się je obejść całe, załatwiłam parę chyba dość istotnych spraw, nawiązałam masę nowych kontaktów, zamiast tylko spotkać się z dotychczasowymi kontrahentami i mam mnóstwo nowych pomysłów. Teraz trzeba będzie to wszystko opracować i zacząć wdrażać w życie.

Po Targach miałyśmy trochę czasu na zwiedzanie, niewiele, ale dało mi to jakiś pogląd na Amsterdam. Przede wszystkim, autostrada dowiozła nas prawie spod domu prawie pod hotel, rewelacja. Potem, architektura zewnętrzna, nowoczesna, ale bardzo spójna, miła dla oka. Architektura wewnętrzna – te domki, niesamowite! Fale na nic nie zważających rowerzystów, płynących po mieście pełnym udogodnień dla nich, rowery to niemal wszystko stare graty, pordzewiałe, ale na chodzie i widać, że tylko to się liczy. Nie widziałam ani jednego „stylowego” roweru, wiecie, białego, z eleganckim koszykiem, ale stare trupy, prowadzone przez panów w garniturach, panie w szpilkach i sukienkach biurowych, mamach z podwójnym, potrójnym ładunkiem, jak najbardziej. Jedno, co mnie zastanawia, czy oni się nie pocą, czy też biorą prysznic w firmie. A parkingi dla rowerów! Jak oni je potem odnajdują i wyciągają w górze innych bicykli, nie wiem.
Miałam okazję zaznać wycieczki kanałami, z przewodnikiem, który objaśniał wszystko, i co prawda mówił, że Amsterdam jest drogi, ale nie sądziłam, że aż tak. Zobaczyłam na wystawie komplet bluzka i spódnica, który do mnie przemówił bardzo, więc myślę, wstąpię spytać chociaż o cenę. Kumpela mnie wyśmiała. Przestań, mówi, 4 stówy jak nic.
No owszem, 4 stówy – za samą górę. Za spódnicę 5 stów.
Dziękuję, nie. Ech.
Wszędzie mnóstwo kwiatów, w większości, wiadomo, tulipany, w kolorach, że nawet nie wiedziałam, że istnieją. CUDO.

Po powrocie była Młoda w domu, więc radocha. Ale i więcej prania i sprzątania. Dostałam w prezencie worek z cebulami dalii, które trzeba było prędko posadzić – w zasadzie już mi brakuje miejsca na moich 5 metrach kwadratowych. Potem jeszcze sąsiad doniósł 4 lilie. Rano w sobotę sobie więc grzebałam, aż mi się haczka połamała. Wiecie co, ja się w tym spełniam. Boże – kocham grzebanie się w ziemi. Oczywiście ogrodniczka ze mnie jak z koziej dupy trąba – nie mam pojęcia, co gdzie zasiałam, czy we właściwym czasie, i co z tego wyrośnie, i czy pasuje ze sobą – ale samo hakanie i wyrywanie chwastów [mam nadzieję…] przynosi mi tak ogromne ukojenie, taką błogość, taki spokój, taki relaks, że na bank będzie to moje zajęcie w niejeden sobotni i niedzielny poranek. Oczywiście to szczęście na miarę 5 kw, więcej nie potrzebuję i nawet bym nie chciała. Kucam sobie, pies obok wygrzewa na słońcu stare kości, i nic mi więcej do szczęścia nie trzeba. Aha, poza zapasem kremu przeciwko słońcu. Ale tego mi nie brakuje szczęśliwie.

A żebyście wiedzieli, jak super mi się taczka sprawdza!

Jakiś film bym sobie obejrzała, wiecie. Najlepiej taki, co czyta Krystyna Czubówna.

Mama coś znowu podupada na zdrowiu. Jutro do lekarza.

Kayah 19.07.2018, 23:33

"pies obok wygrzewa na słońcu stare kości", etc.. ile Mira ma lat? Bo mnie ostatnio te wpisy nie pocieszają jakby :-/ Moja sunia 16 ma np. Pozdro

ja-wciaz-ta-sama 25.04.2018, 13:28

o surokatkach czyta Krystyna ale kurdesz nie pamiętam na jakim kanale ale jakiś taki animal czy dicowery
osobiście nie lubię grzebać w ziemi ale lubię patrzeć jak grzebią , czasem idę do kumpeli na działeczkę ona drapie w glebie ja leżę na leżaczku i klapcimy :D

batumi 25.04.2018, 11:08

A ja dzisiaj juz znalazłam na naszej kotce kleszcza :-(

Kayah 24.04.2018, 19:59

Każdy Holender zwykle ma 2 rowery - jeden wypasiony na wygodne pedałowanie w ramach rekreacji zwykle oraz jakiegoś poczciwego starego na dojazdy do pracy, albo wizyty w knajpach (takiego jak ktoś zajuma - nie ma problemu ;) ). Są jeszcze tak zwane V fiets - rowery z małymi kółkami składane w V właśnie - jako,że są małe, nie trzeba za ich przewóz płacić w pociągu (to jak ktoś dojezdża pociągiem do pracy na dojazd do stacji i ze stacji potem w innym miejscu do pracy i z powrotem). To taka podstawa, bo różnych innych roweropodobnych wynalazków tu masa. Pozdrowienia ze Zwolle :)

dees 23.04.2018, 16:54

pocą się, biorą prysznic w firmie. a jak kto nie ma prysznica (ja), to są nawilżane chusteczki :D

Kasia 23.04.2018, 10:22

Tak , najlepszy relaks jest na dzialce :-). Ciesz sie , ze nie ma u Was kleszczy !

M2m 22.04.2018, 22:20

Przestałam wyrywać chwasty, jak okazało się ze wyrwałam co posadziłam i na końcu zostały i tak same chwasty. :-D