na grzyby!

Rychło w czas, ruszyły podgrzybki. Zaroiło się w lesie od maluchów takich, grzybiego przedszkola. Ale cóż, maluchy nie maluchy, jak ja nie zetnę, to kto inny to zrobi - bo natychmiast w lasach zaroiło się także od ludzi. U nas sezon grzybowy trwa zazwyczaj trzy miesiące - wskutek tegorocznych susz grzyby zaczęły się dopiero teraz i zapewne zaraz się skończą, bo nadejdą listopadowe przymrozki. Pierwsze trzy grzybobrania poszło na suszone dla ojca. Ja mam jeszcze zapas z zeszłego, obfitego sezonu. Dziś mama zażyczyła sobie marynowanych. Ja pierwsze słyszę, aby mama - ktokolwiek w naszej rodzinie! - jadł marynowane grzyby, ale mama mówi, że dotychczas nie było takiej ilości maluchów, więc proszę bardzo. Poszukałam najpierw w necie, ale wobec rozbieżności przepisów zdałam się na Kuchnię Polską - tomiszcze, które dostałam od Chrzestnego na 18-te urodziny i nadal zajmuje poczesne miejsce w mojej kuchni.

Wszystko dobrze, ale jestem chyba upośledzona - jakimś cudem nie doczytałam, że woda, w której obgotowujemy grzyby i zalewa do grzybów to NIE JEST TO SAMO, i ugotowałam grzybki w zalewie, którą je potem zalałam. Wyszły tylko 4 słoiczki, trudno, najwyżej zbiory z jednego popołudnia pójdą w kosmos. Tzn maluchów, bo te większe się suszą - już dla nas.

Na poniedziałek mam wezwanie do ZUS-u, pewnie w związku z przedłużonym zwolnieniem. Cóż, nie prosiłam się o to. We wtorek z kolei do szpitala na kontrolę pooperacyjną i nie życzę sobie żadnych zwolnień. W firmie dużo się dzieje, nie chcę, żeby mnie to omijało, chcę tam wracać, chcę coś robić, znowu mieć kontakt z tą zajebistą ekipą, przeżywać, denerwować się, pracować na sukcesy, stresować porażkami [oby jak najmniej], piec ciasta dzieciakom i w ogóle.

Młoda nie będzie w domu na długi weekend. Zadzwoniła, że chcieliby wyjechać większą ekipą w góry i co ja na to. Pierwsza moja reakcja - nie, kurde, po tej ruinie finansowej, którą właśnie przeszłam? Ale potem namysł - kurde, przecież ona ma swoje własne pieniądze, pracowała całe wakacje, a i we wrześniu nie bimbała sobie, tylko zajmowała się mną, psem, babcią, zakupami itd. Niech jedzie - przecież na takich wyjazdach polega m.in. studenckie życie, będzie miała sobie wspomnienia, doświadczenia, ja bym zeszła z tego świata, gdyby mi przyszło teraz jechać cała noc bez sleepingu pkp, a oni jadą nawet bez przedziałów - młodość, kurde, siły, żywotność, entuzjazm :) I w ogóle jak miło, że w ogóle pyta - jest od 2 lat pełnoletnia, mogłaby sobie wyjść za mąż, urodzić dzieci, ma prawa wyborcze, z których korzysta, nie będzie sama, och, cieszę się razem z nią na ten wyjazd, wysłałam już jej ocieplane trapery i przypomnieć o ostrożności... ale to mądry dzieciak.

Tylko tęskni mi się do niej jak jasna cholera.

Z chórem przygotowujemy się na koncerty niepodległościowe. Pierwsza idea była taka, że będziemy grać z orkiestrą wojskową. Ja oczywiście już się szykowałam na męża :D niestety z jakichś powodów nie wyszło. Męża wojskowego nie będzie. Ale koncerty będą i tak - lubię się czuć częścią chóru, lubię uczestniczyć w występach, lubię śpiewać i czasami czuć dreszczyk emocji.

Dziś zmiana czasu na zimowy. Szczerze, nie pojmuję ludzi, którzy gardłują na rzecz zniesienia tej zmiany, zmiana czasu pozwala lepiej wykorzystać światło dzienne, którego zimą jest naprawdę niewiele, a kłopoty z nią związane są tylko dwa razy do roku, wszystkie urzędy i instytucje chyba umieją sobie z tym radzić od tylu lat, więc naprawdę nie jest to kłopot aż taki duży. Zmiana czasu to też pewne urozmaicenie. Ja tam lubię, bardzo - obydwie zmiany czasu.

tuv 03.11.2018, 07:16

ja nie lubię zmiany czasu.
Wracam z pracy jak jest ciemno,jadę jak jest szaro a okien w pracy nie mam.Bez sensu.

Młoda dorosła.Jej.;)))))

taleyah 29.10.2018, 21:12

Młoda ma wspaniałą Mamę.

Violka 29.10.2018, 16:55

Jestes super madra matka.Czesto przywiazujemy sie do dzeci tak bardzo ze prubujemy ja zdalnie kontrolowac.Mam nadzieje ze jak moje dzieci wyleca z gniazda tez bede potrafila tak z rozumem i sercem do tego podejsc.

czytelniczka 27.10.2018, 19:38

Rany, Młoda ma już 20 lat, a pamiętam jak pisałaś na blogu o 3-letniej małej dziewuszce :) Aż nie chce się wierzyć :)