Pani na hektarach

Wiecie co... jest mi tak dobrze, że aż się boję to artykułować, bo wiadomo, nie kuś losu szczęściem.
Od kiedy się przeprowadziłam na nowe mieszkanie, próbuję ciągle coś grzebać w ziemi, na tych marnych paru rabatach pod oknem - jakoś grzebanie się w ziemi sprawia mi przyjemność, daje ulgę i oddech. No i - mam sąsiadkę, taką N. I ona mówi, słuchaj Ola, ja mam działkę, ale urodziłam dziecko, jak wiesz, jeżdżę do pracy za granicę i nie mam czasu się zajmować tym - może chcesz ode mnie tę działkę? No kurde - chcieć nie bardzo, ale co szkodzi zobaczyć, nie? U mnie decyzje zawsze zapadają szybko - wsiadamy w auto i jedziemy zobaczyć.

Jezusie co za dżungla:( Wszystko przyozdobione altanką, o ile można tak nazwać budę skleconą z papy 20 lat temu, stojącą na gołej glebie i porośniętą pajęczynami. Jest ujęcie wody i jest skrzynka z prądem, ale nie podłączone. Wszystko zarośnięte tak, że nie da się opisać. No ale co, spróbować można - kazałam gościowi, takiemu Bogdanowi, co tam usługowo kosi itd - skosić całość i zaraz wszystko zaczęło lepiej wyglądać. Zagon skopany pod ogórki, które nie wiem po co kupiłam. I tak sobie siedzę na tej działce i rozmyślam. Kurde, jakieś rowy dookoła z wodą, komarów od groma. I mówi do mnie Bogdan, a czego tu pani się będzie męczyć - to najniższa działka, tu zawsze woda stała, teraz zrobili rowy, ale i tak błoto, i faktycznie, początek sezonu, a robactwa chmary. Do altanki strach wejść, ja się brzydzę pająków. A jak siku, to co. No to pokażę pani inne działki, co szkodzi, nie? no to idziemy - ja już z myślą taką, że z uwagi na Mirkę nie pojadę nad jezioro, ani nad morze - a ona tak lubi poleżeć sobie na trawie. Nigdzie dalej też nie pojadę - bo mama. Całą jesień i zimę siedzę w domu i cieszę się kanapą, ale jak robi się ciepło i jasno, to mnie aż rozrywa, żeby gdzieś wyjść, coś robić, coś, cokolwiek na zewnątrz! no i najlepiej z psem, ale ona słabo znosi deptanie w upale po betonie i duszenie się w aucie.

Idziemy w takim razie. O tu, na przykład nowa altanka postawiona i niedrogo. No owszem, ale działka na łysej działce postawiona... inna - znowu chaszcze, pagórki, nie. Inna - ooooo, ful wypas, ale 8 tysięcy!!! No nie, nawet nie oglądałam. A tu wychodzi jakiś dziadek - te, Bogdan, a mojego syna działkę pokazałeś? a no nie, szefie - to pokaż. W ogóle w trakcie zwiedzania to zaraz a tu siąsiadkę od mamy spotkałam, a tu panią z chóru, a to panią z pracy, a to znajoma urzędniczka z poczty, wszyscy zaraz - ooo, dzień dobry, działeczkę bierzemy? jasne, jasne, brać, nie czekać! Niesamowite, jaka to zabawna społeczność. Wchodzimy na rzeczoną działkę syna i aż mi serce zabiło... oddzielona od ścieżki wysokim, grubym żywopłotem... w środku dwie rabaty z kwiatami, mini foliaczek.. altanka, widać, że niedawno postawiona... drugi mini żywopłot, oddzielający część grillową od reszty.. grill murowany, miejsce na ognisko, budka osobna na narzędzia i KIBELEK. Jest sporo drzew, dajacych cień Mirce, oczko wodne, kawał miejsca ze słońcem ze zwykłą trawą, parę krzaków owocowych... oooch... oczywiście chaszcze, ale facet - syn - nabył ćwierć domu z ogrodem, i tę działkę ma już gdzieś. Syn to budowlaniec - wyposażył działkę w różne sprytne myki, ułatwiające życie i zrobił wszystko jak dla siebie. Oczywiście, wizja mnie i Mirki na trawie zbladła, kiedy usłyszałam cenę. Nawet już nie chciałam tam być, żeby nie nabierać sympatii do tego kawałka terenu.

Do momentu, aż wieczorem zadzwonił syn budowlaniec. A potem znowu - i finalnie cena spadła o 25%. Nadal to było poza moim zasięgiem, żeby ot tak wydać bez uszczerbku na oszczędnościach. A mam przecież dziecko na studiach. Ale och...

Decyzje zapadają u mnie szybko, wspomniałam już? ale musiałam rozegrać to sprytnie. Mama miała do mnie wielki żal, że wskutek obecności Ognia w moim życiu, absolutnie nieakceptowalnego przez nikogo, ominął ją etap cieszenia się nowym mieszkaniem - musiałam więc zrobić tak, aby czuła się ważna, potrzebna, doradzająca, że i od niej coś zależy. Spytałam o radę, zachowując świętą cierpliwość. Także i Wujka. Także i mamy sąsiadki. Jednocześnie gorączkowo licząc, o ile zmniejszy się mój bufor, który tyle zbierałam, aby mieć zabezpieczenie na min rok studiów Młodej. Ale to jest idealne miejsce, w którym mogę spędzić wiosnę i lato - zamiast w domu na kanapie. Na szczęście była majówka - więc mimo 2 dni w pracy, i tak sporo czasu na zastanawianie się i zbieranie rad i ocen.
I tak oto w piątek w samo południe stałam się właścicielką 400 m2 działki rekreacyjnej. Na odchodne syn skosił całość, naprawił furteczkę, wymienił zawór, który wysadził się na naszych oczach, nieużywany od 2 lat i zabrał 7 z 8 rybek z oczka wodnego. I zostawił mnie, oszołomioną tempem rozwoju sytuacji, na tych moich hektarach z niewiadomą zawartością - bo identyfikacja rosnących drzew i krzewów jest poza moimi możliwościami.

Sobotę i niedzielę spędziłam na działce oczywiście. I tak. Zagrabiłam trawę po skoszeniu. Wyplewiłam otoczenie oczka wodnego. Wyplewiłam jedną rabatę z kwiatami. Posadziłam 3 borówki [tak, z torfem] i 1 jeżynomalinę z Biedronki, dwa bluszcze i dwie trzmieliny. Wyplewiłam foliaczka. Posadziłam 4 petunie w sprytnie rozmieszczonych donicach. Uporządkowałam narzędziownię. Wymyśliłam, co z kibelkiem - bakterie i wiaderko. Wyrównałam wewnętrzny żywopłot. Kupiłam jeden mega wygodny fotel ogrodowy, bo syn zabrał wszystko co do siedzenia. Stół wkopany w ziemię, więc został. W altance kanapa, 3 szafki i zlewozmywak. Więc uzupełniłam o kuchenkę do gotowania, naczynia podstawowe, cukier, herbatę itp, i zostawiłam miejsce na lodówkę, taką do pasa, i zaczęłam katować sąsiadów Mozartem.

Zaprzyjaźniłam się z dwiema sąsiadkami, od jednej od razu dostałam sadzonkę BZU, którą Bogdan wkopał, ucząc przy okazji blondynkę, jak się zamula sadzonki. Dziś przywiozłam autem dwie beczki na deszczówkę, z czego jedną od razu przehandlowałam z sąsiadką za jej męża, który zrobi mi rynny. Bo syn, w całym swoim geniuszu, zapomniał o rynnach, a może nie chciał, może nie zdążył, może kasy nie starczyło. U mamy czekają moje ogórki, sadzonki pomidorów od sąsiadki i aksamitki. Taczka, którą dostałam na urodziny w pracy, okazała się błogosławieństwem, bez niej byłoby mi mega trudno taszczyć, a to 5 worków z ziemią, a to 80 l wór z torfem, a to sadzonki, a to wiadra i narzędzia, a to wszystkie inne utensylia.

I jaram się tą działką jak szalona, nie mogę przestać o niej gadać i myśleć. Mirka się już tam czuje jak u siebie, pilnuje obejścia, chociaż nie może się pogodzić z faktem, że nie ma wychodzenia na kupę i musi robić na miejscu - oczywiście sprzątam od razu, wspominając Krychę ojca, która z szufelką latała po swoim ogrodzie, bo po psich kupach żółknie trawa. I to wszystko stało się w zasadzie w ciągu 4 dni.

I czuję się zwyczajnie, przeogromnie szczęśliwa. Mam sobie w życiu swoją rutynę. Wpadłam w sidła dorosłości - stałam się totalnie stereotypową starszą panią z psem i działką, lubiącą gotować i piec torty, bez problemu panującą nad brudem i bałaganem, mam swoje miejsce na świecie, w końcu jest ciepło i jasno, i zielono, i spokojnie, i jak idę tak sobie za Mirką, która ciągnie do właściwej bramki, to czuję niewiarygodne, niemożliwe szczęście, spokój i taką... nienaruszalność.

Proszę, dobry losie, nic na razie dla mnie nie szykuj, daj mi się chociaż parę miesięcy nacieszyć tym status quo. Niechaj się nagrzeję tym słońcem, nabędę na działce, nazginam karku przy pieleniu kwiatków, nacieszę kwitnącymi pomidorkami. Może poznam więcej ludzi na tych działkach, może kogoś na grilla zaproszę, a może ktoś mnie.

A klucze od działki N oddałam. Niech kto inny ją pokocha.

dora 25.05.2018, 13:08

To bylam ja,(a nie jakieś d), stara , wierna czytaczka:)

d 25.05.2018, 13:06

Super, gratuluję. Od razu też widac, zapał początkujacego działkowca:)))) No to zyczę Ci,żeby slimaki i inne stworzenia podżerajace roslinki omijały twój miły zakatek czynnego wypoczynku:)

Tylko jedna mala rada,pod borówki torf to za malo,one są bardzo zarłoczne i kwasolubne, kupuje sie specjalna ziemię do borówek, oraz podsypuje jesienią i wiosną nawozem do borowek,sianko ze skoszonej trawy tez podsypuj,jakies szyszki czy igły z iglaków.

Obfitych zbiorów!

Kayah 13.05.2018, 19:53

Zen :) Gratulacje i jakieś zdjęcia może wstaw?

taleyah 10.05.2018, 22:23

Oby więcej takich radości :)

monia 10.05.2018, 10:10

Tak bardzo sie ciesze ze spelniasz swoje marzenie.Juz nie moge sie doczekac kolejnych wpisow!!!!!

maalena@gazeta.pl 10.05.2018, 09:57

A jednak, marzenia się spełniają :) Gratuluję Olu :)

dees 09.05.2018, 14:11

gratulacje :)

mila 09.05.2018, 12:14

Liczy się tu i teraz, nie myśl co będzie bo i tak nie zgadniesz. Ciesz się działką :)

Grazyna1 09.05.2018, 01:30

Gratuluje. Ciesz sie , nie mysl . Bedzie dobrze a moze nawet jeszcze lepiej. Pozdrowienia

Dorota 08.05.2018, 21:08

Olu, jak sie ciesze z Toba :-)
Na parapetowe sie pisze od razu, nawet przyjade z Niemiec z jakas fajna sadzonka.Usciski serdeczne!

KajaBerlin 08.05.2018, 19:06

Mega pozytywnie..
Bylby super felieton w gazecie, jak juz nie chcesz ksiazki wydac;-)

Ja juz to widze, co sie bedzie dzialo za kilka miesiecy na tej dzialce;-)
Pozdrawiam serdecznie:)))

krystynkaR 08.05.2018, 13:36

Ależ fajny wpis! Jak się cieszę! Powodzenia!

Anka 08.05.2018, 13:12

Mysle,ze Twoje szczescie i radosc sa bezcenne!wiec to byla swieta decyzja!
Pozdrawiam!


maggis 08.05.2018, 11:04

Super pozytywny wpis :) Az zazdroszczę takiej radości.

ja-wciaz-ta-sama 08.05.2018, 10:06

i dobrze , ciesz się dziewczyno
emanuj szczęściem , chwal się nim
< starsza pani > hahaha

batumi 08.05.2018, 08:50

Starsza pani, hłe hłe hłe :-) Gratulacje! Spełnienia marzeń pożyczę Ci na imieniny, chociaż już się chyba spełniają. Obyś miała tyyyle czasu na to dłubanie w ziemi, żeby Ci aż obrzydło ;)

Asia 08.05.2018, 08:41

Olu. Zaciekłymi wrogami to my sobie utwardzimy ścieżki prowadzące na działeczkę. Jeśli w ogóle jacyś są, w co wontpiem. ;)

O-s 08.05.2018, 06:21

Ferita> wiem, ale sądziłam, że dotyczy to tylko przeniesienia praw do zabudowań i nasadzeń? Bo taka umowę już mam i czeka na notariusza..

Misica 08.05.2018, 00:59

Oj, Ola, ale się cieszę Kochana razem z Toba !!!!!!

ferita 08.05.2018, 00:15

pamiętasz, że umowa przeniesienia praw do działku musi być potwierdzona przez notariusza? (tj. umowę zawieracie mdzy sobą i z tą umową do notariusza - on przybija pieczęć - samej umowy notariusz nie sporządza) lepiej dopilnować tej formalności, a taksa w tym przypadku nie jest duża.

O-s 07.05.2018, 23:30

Fanek :D pewno tyle samo co i zacieklych wrogow. Byloby super zrobic parapetowke dzialkowa ;) miejsca na namioty full

Asia 07.05.2018, 22:41

W przyszłości możesz sobie różnych warzyw nasadzić i porobić własne przetwory. To też przecież oszczędność. Gratuluję i życzę dużo, dużo przyjemności. Teraz jakiś zlocik dla Twoich fanek na działeczce - z grillem, ogniskiem i rozmowami o wszystkim do białego rana. :) Się rozmarzyłam się.

AEL 07.05.2018, 22:12

Chwilo trwaj!!!