październik

Cały wrzesień upłynął mi pod znakiem bardzo intensywnej rehabilitacji. Mama wręcz odżyła i zupełnie bez litości, wspominając dawną karierę, co i rusz dokładała [i nadal dokłada] ćwiczeń, długość, zmiany, intensywność, aby tylko postawić mnie na nogi. Pojechałam na kontrolę pod koniec września, to takie miejsce, gdzie są trzy czy cztery stanowiska za kotarami, lekarz chodzi o ogląda, pielęgniarki towarzyszą i zapisują, potem lekarz znika, a pacjent jest wypraszany na korytarz "zaraz wywołam". No i wywołuje mnie pani pielęgniarka i wręcz recepty, zwolnienie i mówi - skierowanie wziąć od lekarza, termin zastrzyku taki siaki, do widzenia. NO HALOOO mówię, jakie zwolnienie? No ma pani tu, o co chodzi - ale ja mówiłam, ze nie chcę. To do lekarza proszę. I wpycha mnie do gabinetu, gdzie lekarz siedzi, wypisuje, dwoje pacjentów obok, o co chodzi, bo ja yyyyyy prosiłabym o anulowanie tego zwolnienia, ja muszę do pracy. Co....? CO PANI SIĘ WYDAJE, ILE MA PANI LAT? DOROSŁA KOBIETA, A NIEPOWAŻNA ZUPEŁNIE, CO PANI MOJE KOMPETENCJE PODWAŻA? CO MOŻE CHCE MNIE PANI ZASTĄPIĆ W OBOWIĄZKACH? CHYBA LEPIEJ WIEM, KTO MA BYĆ NA ZWOLNIENIU A KTO NIE. KTO ZA PANIĄ BĘDZIE BRAŁ POTEM ODPOWIEDZIALNOŚĆ? ZALECENIA WYPEŁNIAĆ PROSZĘ I ŻEGNAM.

O panie na wysokościach, już dawno mnie tak nikt nie zjebał, nawet własna mama. Cóż, wykupiłam receptę - trzy zastrzyki PO STÓWIE ZA SZTUKĘ! które od tej pory miały mi być aplikowane w kolano i wróciłam do domu kontynuować rehabilitację.

Ogólnie ta choroba, te zastrzyki, dwukrotna awaria auta, wysyłka młodej na studia, chory kanał zębowy, z którym zaraz będę czwarty raz u dentysty, i jeszcze parę innych spraw, to wszystko mnie finansowo dobija i szczerze bardzo mi to nie na rękę. Na zwolnieniu będę do końca października i potem, żeby się waliło, paliło, dalszego zwolnienia odmawiam.

Z jakąż przyjemnością spędzam czas na działce. Jako, że niewiele tam było, to i niewiele do sprzątania. Posadziłam czosnek w skrzynkę, zebrałam nasiona z boskich cynii, usunęłam onętki dwumetrowe giganty i to w zasadzie wszystko. Mam pod płotem całą kupę starego drewna, którego chcę się pozbyć, więc sukcesywnie wszystko palę w palenisku specjalnym. Pogoda sprzyja bardzo, nadal gorąco, nadal grzybów nie ma i już...

Jak tylko widziałam jakiegoś działkowca na działce, to zachodziłam, żeby się zapoznać i podpytać o dobre rady. I razu jednego weszłam do takiego starszego pana, który po jakimś czasie zachęcił mnie do dalszej znajomości informacją, że on tu ma oto ziemniaczki, a sam ma tyle, że nie zje samemu wszystkiego. Miłe :D poza tym zaprasza jesienią na winogrona, bo nie jada. No i wczoraj wyprowadzam Mirkę po ognisku [tak, wiem, że nie wolno ogniska] i patrzę, dziadek na działce, no to pakujemy się i wpraszamy na winogronka. A jakiś brodacz obok. Oooo, mówi dziadek, zapraszam na winogrona, gruszek też parę dam, ale niewiele, bo synowi daję do Warszawy. Miło mi poznać syna, mówię, a syn do mnie, "my się znamy!" patrzę, patrzę i nic mi do głowy nie przychodzi. "Darek jestem" - o kurde, szczęka mi opadła. Darek był w liceum rok starszy ode mnie. Syn lokalnego bonza [obecnie to dziadek z działki, lol, nie wiedziałam], mega przystojny, męski, niewiarygodnie miły i sympatyczny, a przy okazji inteligentny po cholerze, obiekt westchnień chyba 80% licealistek, moich także, chociaż mniej, bo miałam chłopaka. Kiedy byłam w klasie maturalnej, Darek, już będąc studentem, ale jeszcze jedną nogą u nas, został obiektem mega skandalu obyczajowego, w szczegóły nie wchodzę, bo bardzo charakterystyczny, złamał serce tym 80% i znikł. No i teraz objawił mi się na działce, wśród kopców po ziemniaczkach, w winogronowym chruśniaku. Litości... może celowo ubrany jak menel na działce, jakieś stare obwisłe sztruksy, dziadowe takie, koszula w kratę, no i przede wszystkim przeohydne brodzisko, zaniedbane, skłębione, poprzetykane siwymi włosami, włosy też takie sobie, z widoczną łysiną pośrodku. Oczywiście nadal ciepły i sympatyczny i w ogóle ten menelowaty wygląd by mi nie przeszkadzał, kochałabym <3 gdybym nie wiedziała na 100%, że w tej Warszawie jest szczęśliwym mężem, i bardzo saksesful życie prowadzi.

A z kolei dziś byłam w lesie z pieskiem, daremnie wypatrując grzybów, strzelali niedaleko na strzelnicy, więc Mirka zestrachana była bardzo, i odpaliłam Vivaldiego z komórki, żeby mniej słyszała. A tu nagle jakieś krzyki z boku słyszę. Ooo kurde, patrzę, jakiś gostek, ajaj, niedobrze, szybko Mireksa na sznurek, żeby nie było, że pies luzem po lesie lata [czy tam niepewnie się kuli przy nogach, na jedno wychodzi, na nielegalu]. Wyłączyłam muzyczkę i grzecznie pytam, dzień dobry, przepraszam, nie słyszałam, co tam, grzybów nie ma, co? A czy pieska się pan nie boi, to mogę puścić? A możesz pani, mówi gostek, a ja panią znam. No co za wysyp jakichś znajomych! patrzę i patrzę, nic, żadnego skojarzenia. A, to jak pracowałem w [mojej starej firmie] na sezon trzy miesiące, to panią w biurze zapamiętałem. No zgódźmy się, pamięci do twarzy to nigdy nie miałam za dobrej, więc skoro facet mnie poznał co najmniej 12 lat temu, to miałam prawo nie pamiętać. Ale kurde, ludzie. Ja wyglądałam wtedy zupełnie inaczej, począwszy od włosów, wtedy kruczoczarne, teraz białe afro, no i moja twarz raczej nie jest charakterystyczna sama w sobie, żadnych znaków szczególnych nie mam. Skąd mnie ci ludzie w ogóle pamiętają, i jak rozpoznają, to nie wiem. Ja nie poznaję niemal nikogo.

Wybory za tydzień. I znowu widzę te same twarze, i nachodzi mnie taka refleksja. Jak ciężko ludziom, którzy wejdą raz w bagno polityki i w państwowe koryto, z niego dobrowolnie wyjść. Jak ci ludzie się garną do tego, jak są w stanie wszystko obiecać, żeby tylko nie stracić pozycji. Stworzymy nowe miejsca pracy! Sprawimy, że miasto będzie bezpieczne! Nowe place zabaw! Ożywimy życie kulturalne! Nowe chodniki, drogi, znaki! będzie lepiej niż było! W zasadzie jeden mi się tylko podoba, młody człowiek, który wiem, że ma normalne życie zawodowe, a przy tym bardzo się udziela, a że blisko mnie, to widzę na bieżąco akcje, w które się angażuje, że stara się pracować i działać bardzo transparentnie, jest dostępny dla mieszkańców, odpowiada i reaguje na zapytania, i na niego będę głosowała na radnego. Swoją drogą, ciekawe, jak ci wszyscy kandydaci skrupulatnie kryją się ze swoją przynależnością polityczną za rozmaitymi akcjami, komitetami, forami, komisjami, żeby tylko nie kłuć w oczy niechętnych wyborców.

O-s 19.10.2018, 08:28

Flexus Fluid, to kwas hialuronowy, pomagający w odtwarzaniu sie mazi stawowej (czy jakos tak)

Ela 19.10.2018, 04:08

Jakie zastrzyki?

dees 15.10.2018, 11:04

Jak ja to doskonale znam, mam prozopagnozję, nie poznaję twarzy, a mnie poznają jacyś w ogóle nieprawdopodobni ludzie, JAK oni to robią. Ale Ty moim zdaniem jesteś charakterystyczna!