Syberia

O panie na wysokościach, ależ mróz ścisnął! Tydzień temu zrobiłam zdjęcie pamiątkowe mojego termometru, który pokazał -21. Ale i dziś nie jest jakoś specjalnie lepiej. Zawsze zimą jest taki moment przełamania - myślę sobie, w sumie nie jest tak źle, jakoś kolejną zimę przetrwałam, przy czym PRZETRWAŁAM to doskonałe słowo, jakoś to dalej będzie, wiosna za pasem. A potem przychodzi chwila kryzysu, i właśnie taka nastała, kiedy po wyjściu z klatki schodowej dopada mnie natychmiastowy paraliż, robię się sztywna z zimna, i wtedy myślę KURWA DOŚĆ JUŻ TEJ JEBANEJ ZIMY, MROZU I ALASKOSYBERII DO CHUJA!!!!! Nie, juz naprawdę dość. Zima w całości i tak była kolejna z serii łagodnych, ale ten ostatni tydzień był straszny. Żadna kurtka, żadne swetry, żadne koszulki nakładane wielowarstwowo pod spód, żadne rajstopy i skarpety pod spodniami nie są w stanie mnie uchronić od bezlitosnego poczucia dreszczy, który odczuwam jako lodowaty oddech śmierci.
A potem odpalam pudelka i co widzę. Idą na dzien dobry do tvnu czy tam innej śniadaniówki selebrytki, bez rajstopek, w szpilkach, w bluzeczkach wydekoltowanych, sukienki raczej letnie. Płaszcz rozwiany, czapek w ogóle, o szaliku, rękawiczkach nie ma mowy. Widzę boską Kate Middleton, która pomimo niebywałych -5 stopniowych mrozów i 8 miesiąca ciąży wysiada sobie nie dość, że w samej sukience i bez rajstop, to jeszcze w szpilkach.
Powiedzcie mi, co one wszystkie biorą. Jakim cudem nie kulą się, nie zaciskają zębów, nie zwijają w sobie, nie ubierają się odruchowo w 5 warstw wełnianych ciuchów i dwie czapki z uszami. Jakim magicznym sposobem wyglądają kwitnąco, zadowolone z życia, jakby je rozgrzewał jakiś wewnętrzny żar. Powiedzcie mi, czy to tabletki, czy maść specjalna, alkohol silny czy narkotyk jaki, z miejsca oddaję pół pensji za taki specyfik, który pomoże mi wyjść z domu bez przeklinania świata, który kazał mi się urodzić w miejscu nader słabo przypominającym tropiki. Bo już szczerze - mam dość zimna.
Kojarzycie film "Pojutrze"? oglądam go zawsze z masochistyczną fascynacją, owijając się kocem, szczęśliwa na kanapie, że to tylko CHYBA bajka. I jest tam taki moment, jakoś na początku, kiedy leci helikopter wśród śniegów, i pilota dopada zimno - i on tam momentalnie sztywnieje i zamarza, a z jego ust wydobywa się ostatnie tchnienie. No więc ja tak codziennie rano wyglądam i się czuję.

No, Wujek się wyprowadził. Sytuacja dramatyczna. Pierwszy taki weekend, i nie umiem sobie wszystkiego ułożyć. Z kim się kontaktować, o jakiej porze, kogo zaprosić na obiad, a do kogo jechać. I kiedy. Czuję się jak jakieś dziecko rozwiedzionych rodziców, i oh, wait... Młoda jest też na weekend, rozbita całkiem i wściekła na dziadków. No cóż, rozumiem ją - to juz naprawdę nie jest wiek, kiedy starsze osoby się rozstają, a dziadkom chyba odbiło całkiem.

Najlepsza jazda zacznie się od poniedziałku - głównie z uwagi na psa. Ciekawe, o której finalnie będę wracała do domu. A jeszcze lepsza jazda będzie w kwietniu, bo jadę na targi i 5 dni mnie nie będzie. Chyba wtedy zwyczajnie poproszę Wujka, żeby u mnie na te 5 dni zamieszkał.

Hana 04.03.2018, 20:21

Wypróbuj imbir i cytrynę. Wiosna za chwilę. Dasz radę.



Zabanakanapie 04.03.2018, 11:40

Olu, nie ma co sie porownywac do celebrytek, ktore maja pomoc sztabu ludzi by ladnie wygladac... cykna pare zdjec bez rajstopek i zaraz asystentka z futrem przybiegnie by je okryc. Pare minut na mrozie mozna i bez kurtki wytrzymac. Reszte dnia panie raczej na zewnatrz nie spedzaja, tylko w samochodzie badz w studiu, kawiarni czy innym dobrze ogrzewanym miejscu. Samochodu tez raczej nie odsniezaja, zakupow spozywczych nie targaja w wielkich siatach.