wiosna na horyzoncie

Wiecie co, jednak wrodzony bekowy charakter daje o sobie znać. Jak tu siedzieć i się martwić, jak tu narzekać na to zjebane życie, skoro wokół dzieją się takie cuda.

Alaska odpuściła, na polach stoją żurawie, rozumiecie? Stoją sobie, wielkie, dostojne jak strusie, i bździągają tam po swojemu. A na polu, gdzie idę z pieskiem na spacer codziennie, stoją sobie sarny, Mirka je widzi, obszczekuje, ale one nic, stoją i mielą pyszczkami, a obok małe sarniątko. Na trawniku przebiśniegi. Jadę do pracy i wracam jak jest jasno. Za niedługo bociany przylecą i to dopiero będzie frajda, widzieć je znowu codziennie, rodzina ma gniazdo obok drogi, więc widać z dnia na dzień zmiany, najpierw jeden przylatuje, potem druga [załóżmy], potem sobie tam uprawiają zaloty, zakładają rodzinę i potem ona siedzi na jajkach, a potem pojawia się dwójeczka maluchów, a potem we czwórkę się huśtają na tym jednym gnieździe. No przecież to wszystko jest piękne. W lesie się za chwilę zazieleni zawilcami, za oknem na dachu zawitają wrzeszczące mewy z młodymi, nie wiem, skąd tu się biorą rok w rok.
Ech, poradzę jakoś sobie we wszystkim, przecież nie jest jeszcze tak strasznie, odpukać, mama sprawna umysłowo, fizycznie powiedzmy, że daje radę z pomocą. Zaraz będzie słońce, przed którym, wbrew sobie, znowu będę chowała buzię, żeby plamy dostać jak najpóźniej, znowu będzie wszędzie zielono.
W ogóle to Mirka od miesiąca już zmienia sierść, nie? Więc codziennie zamiatanie / odkurzanie doszło. Ale kochana jest, taka wdzięczna, łatwo ją mieć i kochać, usłuchana jak zawsze, spokojna i zrównoważona, i tylko jak zawsze budzi grozę czarnym ryjem.

W tym roku targi w Amsterdamie. Moje pierwsze po awansie, dłuższe niż przedtem, ciekawa jestem ich bardzo. W ogóle dzieje się tak, jak myślałam - po pierwszym roku, kiedy w pracy był po prostu meksyk totalny, wszystko się względnie stabilizuje, zadowolona jestem.

Ale targi to dopiero w połowie kwietnia, a w międzyczasie Wielkanoc. Pierwszy raz bez tylko we trzy. W zasadzie nie bardzo jest sens w ogóle cokolwiek gotować, czuję, że równie dobrze możemy skończyć na jajkach w majonezie na twardo, będzie świątecznie i wszyscy zadowoleni.
Na Dzień Kobiet, ku mojemu szokowi, dostałam kwiatki od 2 sąsiadów. To właśnie piekę ciasto i im zaniosę, a co, skoro już tak sobie życzliwie sąsiadujemy. Pogoda super, ciepławo, ale słońca nie ma, to chyba wiecie co, pójdę na działkę, swoje 10 m2, próbować pokopać, chociażby kawałek, chociaż kolano daje o sobie znać.

W ogóle na Dzień Kobiet sama sobie zrobiłam super prezent, poszłam na koncert TreVoci - trzech tenorów. Koncert cudowny, chociaż tenorów było dwóch, a zamiast trzeciego jego żona, sopranistka - choróbsko zmogło. Chłopaki w młodzi, postawni, w czarnych, modnie skrojonych garniturach, przystojni tak, że w gaciach kisiel, utalentowani do bólu, z jakimi głosami! Ponoć kandydowali i przepadli w preliminacjach do Eurowizji, nie dziwię się, nasze społeczeństwo w ogóle nie jest przygotowane do takiej muzyki. Repertuar bardzo zabawny, bardzo lekki, i jedyne, co mogę zarzucić, to ja nie lubię takiego braku przygotowania do prowadzenia koncertu, takiej prowizorki, pewnie prowadzącym zazwyczaj jest ten nieobecny i chłopaki radzą sobie jak mogą bez niego. Lubię fachowość i profesjonalizm, żeby występować na scenie trzeba mieć do tego pewne obycie sceniczne i tzw gadane, czego tu zabrakło, ich wewnętrzne gadki o tym, kto jest czyim szwagrem, i yyyyyyy... nie bardzo mnie obchodzą i na takim koncercie wydają mi się troszkę nie na miejscu, no ale co tam, te głosy, te postacie! fantazja :)

Dont_give_up 14.03.2018, 22:24

U mnie mniej widac jesienia i zima ale nadal widac. Tez uzywam ciage kremow z wysokim filtrem i kryjacych podkladow i chyba trzeba z tym poprostu zyc :/

o-s 14.03.2018, 22:19

Smaruję się kremami 50, ile mogę, a jak już złapie, to gruba warstwa fluidu. I tyle:( szkoda mi kasy na zabiegi kosmetyczne, bo one i tak mogą być robione tylko jesienią, a wtedy i tak samo schodzi.

Dont_give_up 14.03.2018, 17:29

U mnie dzisiaj +11 a w weekend ma byc -2... Ola co stosujesz na ostude? Ja juz mecze sie z tym paskudztwem od 2 lat, kremy z filtrem 50+ to jakis zart!!! Po minach angielskich lekarzy widze, ze "o co wogole pani chodzi..." Po zimie narazie malo co widac, ale wiem ze za kilka tygodni to znowu bedzie moj wstydliwy problem. W zeszlym roku dostalam na to masc ze sterydami, pozniej masc ze sterydami i drozdzami i sie poddalam, bo nic nie dziala. 2 lata temu chodzilam do kosmetyczki na zabiegi - mikrodembrazje i cos jeszcze i tez nic nie pomagalo.

dees 12.03.2018, 15:07

u nas też już wiosna i ja mam podobnie jak Ty, zachwyt bez względu na wszystko.

Artlli 11.03.2018, 12:47

Kocham Cie czytac!

krystynkaR 10.03.2018, 14:01

Jak dobrze przeczytać, że masz lepszy nastrój.Wiosna dobra na wszystko. Pozdrawiam!