wpis o krowach

Miałam 9 lat, jak się przeprowadziliśmy na nowe osiedle. Mieściło się ono na samym końcu miasta, wokół tylko pola, lasy, rzeka, pastwiska. No i na jednym z tych pastwisk, tuż przy rzece, pasły się krowy. Prowadziła do tego miejsca asfaltówka szerokości nie więcej niż 2 m, prowadząca tylko do lasu, ewentualnie potem leśną drogą do wsi, trenowali na niej rosyjscy żołnierze. Ta droga była często gęsto oblepiona krowimi plackami, bo stado było prowadzone ze wsi na pastwisko i z powrotem dość często, zwłaszcza letnią porą. Zimą następowała zmiana scenerii. Spora skarpa, kończąca się dobry kawałek od rzeki, była super miejscem do szaleńczych zjazdów na sankach, pomimo pewnego oddalenia od osiedla. Ile razy wracałam stamtąd przepocona, czerwona, cała w śniegu, z mokrymi gaciami. Oczywiście to był stare, "patologiczne" czasy. Po transformacji znikły gdzieś krowy, zimy już nie te co kiedyś, dzieci bardziej w komputerach i komórkach, mało komu chciało się iść na skarpę zjeżdżać na sankach. Jednak u nas zawsze w domu był pies, i jakoś tak zawsze owczarek niemiecki, a to wymuszało długie spacery. I tak, każdy spacer ma swoje punkty orientacyjne. Idziemy do krzyżówki, albo do drzewa, albo do krów, albo do oczyszczalni [drenażowa za krowami], albo do maślaczkowego gaju, albo do małego lasku, albo do dużego i każdy w rodzinie wie dokładnie, gdzie się znajduję. Oczywiście hasło - gdzie jesteś - koło krów - zawsze było zrozumiałe, pomimo, że żadna krowa tam nie stała od 25 lat. Ale ja z Młodą też chodziłyśmy do krów na sanki, mimo braku tychże krów.

Nooo i idę ostatnio z Mirką, a tu na krowach zamieszanie! jakieś ciągniki, maszynerie, urządzenia, ludzie się kręcą - nie wiem, kiedy ostatnim razem widziałam tam tylu ludzi naraz, bo to jednak nie jest uczęszczane mocno miejsce. Jasne, że poszłam spytać, co się dzieje. Otóż budują ogrodzenie wokół wielkiego kawałka pola przy rzece - cała skarpa znowu będzie pastwiskiem, i będzie tam mieszkać całorocznie 30 sztuk krów specjalnej odmiany, która nie boi się zimna i będą tam cały rok. Może te kudłate szkockie? nie wiem. Boli mnie bardzo, że ma to byc odmiana mięsna. Ale nic na to nie poradzę. Ludzie jedzą mięso, a inni to mięso hodują.

Ale mimo to, z jakiegoś powodu, myśl, że znowu będzie się chodziło DO KRÓW, ale naprawdę DO KRÓW, jest miła :) Ciekawe, co na to Mirka, która krowy nigdy w życiu na oczy nie widziała.

O-s 26.11.2018, 11:32

Lula>> jeszcze czekam na odcinek finałowy:) a jak już, to nic nie będę pisać, tylko pojadę :D mam 40 km więc...:)

inna sprawa, że tu u mnie coś się kroi :)

Ala>> to o mnie, tak :)

lula 26.11.2018, 04:07

Olu, Marek jest wolny :) Piszesz?

Ala bez kapci 25.11.2018, 20:06

"Siano pachnie snem
siano pachniało w dawnych snach
popołudnia wiejskie grzeją żytem
słońce dzwoni w rzekę z rozbłyskanych blach
życie - pola - złotolite

Wieczorem przez niebo pomost
wieczór i nieszpór
mleczne krowy wracają do domostw
przeżuwać nad korytem pełnym zmierzchu (...)"

Tylko koni (i krów!) żal :(.