Z serii co głupiego zrobiłam w życiu

Jak miałam 9 lat, tuż przed Komunią, rodzice dostali nowe mieszkanie. Osiedle daleko za miastem, całkiem nowe, budowane od podstaw. Na poczatku były tylko dwa bloki, trzeci zaczynali stawiać. Wszędzie walały się rusztowania, doły z wapnem, jakieś pręty, płyty, jak to na budowie. Za sklep robił barakowóz postawiony pomiędzy dwoma blokami. Jakie tam były zabawy w berka, a jakie boskie możliwości zabawy w chowanego! Rusztowania dawały wyjątkowe możliwości gry w gumę! Oczywiście, dzieciaki, jak to dzieciaki, połączone koniecznością wspólnych dojazdów do miasta do szkoły, a i po szkole jakoś trzeba było spędzać czas, zaraz pozbijały się w paczki wiekowo / klatkowe.

Było dwóch takich braci. Tzn było ich trzech, ale trzeci w wózku. Najstarszy musiał się nim opiekować. Wszędzie targał ze sobą wózek, a potem małego bachorka - w sumie dziś się zastanawiam, dlaczego na jego głowie była aż tak totalna opieka nad maluchem i nie wiem. Siłą rzeczy natychmiast zyskał ksywę Niańka i był przez to, mimo, że najstarszy, obiektem niekończących się drwin - z racji zajęcia jego aktywność w fantastycznych zajęciach, jakim było zwiedzanie budowy po ćwiartce rusztowania, analizowanie budowy skomplikowanego układu piwnic, sprawdzanie głębokości i zawartości stawku itp - była mocno ograniczona, chociaż bardzo chciał. Chyba mu się podobałam, bo w tych rzadkich chwilach, kiedy nam towarzyszył - z brzdącem, czy bez - starał się nawiązać ze mną rozmowę. Ale wiadomo, ja, 9, 10 lat, pstro w głowie, gdzie tu o chłopakach, chłopaki som gupie i sie bijom.

No i kiedyś wracamy ze szkoły, jak zwykle banda. Przed nami Niańka, który musiał iść prędzej, wiadomo. No i obejrzał się na mnie - ten moment zapamiętam do końca życia - mrugnął, i wyciągnął znienacka mały bukiecik kwiatów polnych, i zostawił pod kamieniem, który musiałam mijać.

Wiecie, co zrobiłam?

Idąc tamtędy, wzgardliwie zdeptałam ten bukiecik.

Pożałowałam tego 2 sekundy później, widząc wzrok Niańki. Od tego momentu w ogóle przestał się z nami zadawać, znalazł inną paczkę, bardziej w jego wieku, a na mnie już nigdy nie zwrócił uwagi.
Dorośliśmy, moje życie, wiadomo, kanał, on skończył jakieś tam studia, związał się z dziewczyną, też z osiedla, ale z nowych bloków, ślub, dzieci, dom. Pozostał w Polsce w przeciwieństwie do swoich braci, często odwiedza rodziców, więc się widujemy i zawsze miło parę słów zamienimy. Wczoraj spotkałam go w ogrodniczym, sadzonki, biohumus, psikadła na robale. Wymieniliśmy opinie na temat ich skuteczności i kosztów, ale jak zawsze, miałam w głowie ten moment zdeptania kwiatków. Zawsze pamiętam o tym momencie, kiedy go spotykam, samego czy z rodziną. To mi tak wisi, jak wyrzut sumienia, bo nigdy wcześniej, ani nigdy później nie zachowałam się celowo tak okrutnie, tak bezwzględnie, i podle. A z drugiej strony, Niańka wyrósł na fantastycznego faceta, sympatycznego, ogarniętego, zaradnego, ja, pod względem damsko męskim - porażka totalna, więc w duszy tak troszkę smuteczek i żal. I zastanawiam się cały czas, czy on to w ogóle pamięta, czy mu to gdzieś wbija się igłą we wspomnienia, czy spłynęło jak po kaczce i zaginęło w czeluściach niepamięci. Jesli mogłabym coś zmienić w przeszłości, to by było właśnie to - nie zdeptałabym tego bukieciku stokrotek i innych mleczy. Już nawet nie po to, aby snuć marzenia, co by między nami było, GDYBY - ale aby się pozbyć z sumienia tego wyrzutu, że zachowałam się jak świnia - i wiek tu mnie nie usprawiedliwiał.

Och, Niańka, Niańka, skierowałeś swoje małoletnie, nad wiek dojrzałe uczucia w stronę smarkuli, która na to nie zasługiwała, a jej jedyną zaletą były odwaga, bezczelność i burza kręconych włosów.

tuv 30.05.2018, 16:56

gdybyś nie zdeptała ,niee byłoby tej historii i może ON nie byłby ww niej taki fajny;)

:) 27.05.2018, 22:48

Ola, kazdy z nas popelnia bledy, bywal w zyciu niefajny dla kogos. Trzeba tez umiec sobie wybaczyc. Jestesmy tylko ludzmi, czasem robimy glupie rzeczy.

lula 24.05.2018, 16:49

Bardzo smutne. Naprawde musisz sie z tym zle czuc.
Nie myslalas, zeby z nim o tym jakos porozmawiac, przeprosic... Moze by Ci pozniej bylo lzej. Chociaz sama chyba bym tego nie zrobila.

dees 20.05.2018, 22:02

Prześliczna historia. I smutna. Jak życie.

KajaBerlin 20.05.2018, 20:39

:) znowu milo pozytywnie.. Wez zorganizuj na dzialce noc Kupaly czy COS podobnego;-) na pewno w okolicy sa jacys porzadni, wolni, z ktorych jeden moglby CI pomoc uprawiac ogrodek:)